NOCLEGI
 
 
Noclegi w naszej bazie
Start
Ustka
Rowy
Dębina
Orzechowo
Poddąbie
Wodnica
Poleć nas znajomym
Lubią nas w social mediach

Logowanie





Nie pamiętam hasła
Inne
Strony o turystyce
Imprezy nad morzem
Agroturystyka
Polecamy kwatery
Wędkarstwo morskie
Żeglarstwo
Administracja
O nas
Szukaj
Napisz do nas
DODAJ SWÓJ OBIEKT
REGULAMIN
Mapa serwisu
Wszystkie ogłoszenia
Strony o turystyce
Gościmy
Wykazy artykułów
Sekcja Noclegi
Sekcja Wędkarstwo Morskie
Sekcja Żeglarstwo
Kamienna wyspa na Gardnie

Kamienna wyspa na jeziorze Gardno.

   W mrokach średniowiecza działa się ta historia , ale opowieść o tym co się wydarzyło przetrwała do dziś. W roku 1000 na zjeździe w Gnieźnie król Polski Bolesław Chrobry utworzył nowe biskupstwo na Pomorzu z siedzibą w Kołobrzegu. Biskup Herman otrzymał trudne zadanie chrystianizacji na tych nadmorskich ziemiach , gdzie lud wierzył ciągle w Trygława i Światowida.

Na misję chrystianizacji nizbyt odległego od Ustki Smołdzina , gdzie na górze Rowokół ciągle składano ofiary starym bustwom , skierował biskup brata Alberta.Trudne to było zadanie, ale brat Albert podjął się go z ochotą , nie bacząc na to , że Pomorzanie niechętnym okiem patrzyli na przybyszów, na ich opowiadania o nowym bogu.Cierpliwością i wytrwałością, pomaganiem chorym i biednym zyskał jednak Albert zaufanie tubylców.Z ich pomocą wybudował pośrodku wioski niewielki drewniany kościółek,udało mu się nawet zgromadzić na niedzielnych mszach sporą gromadkę wiernych.Dymy ofiarne unosiły się jednak ciągle z pobliskiej góry Rowokół.Niepokoiło to bardzo Alberta , tym bardziej przykładał się do pracy,tym żarliwsze były jego kazania.Pewnego letniego upalnego dnia ,gdy nic nie zwiastowało nieszczęścia , nad Smołdzino nadeszła czarna ,nabrzmiała deszczem chmura i nagle rozszalała się nawałnica.Pioruny biły jeden po drugim. Zapaliła się chata starego Bartka. Za chwilę piorun uderzył w olbrzymi dąb rosnący pośrodku wioski, a za chwilę uderzył w drewniany kościółek.Zapalił się przybytek boży z takim trudem wybudowany przez brata Alberta. Mimo deszczu spłonęło doszczętnie wszystko.Gdy burza przeszła dalej nad morze,gdy pioruny wściekle biły w morską toń Smołdzino przedstawiało żałosny widok.To zły znak - mówili starzy Słowińcy.Trzeba złożyć ofiarę Światowidowi,by go przebłagać , żeby burza nie wróciła i nie zniszczyła wioski do reszty.Wybrali więc najtłuściejsze cielę i poszli wszyscy na Rowokół złożyć go w ofierze.We wsi pozostał zrozpaczony,klęczący na zgliszczach kościoła brat Albert i kilku współbraci.Modlił się i lamentował na zmianę. W końcu w rozpaczy wykrzyknął w stronę nieba - oddałem temu kościołowi swoją pracę,swoje ciało,oddam nawet swoją duszę,by powstał tu na nowo!Jeszcze nie skończył , gdy na zgliszczach pojawił się jakiś obcy , kuso ubrany jegomość. Oddasz swoją duszę za kościół? Zapytał grzecznie.Tak - odpowiedział zrozpaczony Albert.Podpisz ten oto papierek,odpowiedział nieznajomy , a stanie się tak jak sobie życzysz.Ale musisz podpisać gęsim piórem,a inkaustem niech będzie twoja krew.Diabeł,nie diabeł,pomyślał Albert.Oddam swoją duszę diabłu , ale zbawię wiele innych,gdy we wsi stanie nowy kościół - pomyślał.Mam tylko kilka uwag co do budowy - powiedział.Kościół ma powstać jeszcze tej nocy na zgliszczach spalonego.Ma być murowany i to nie z byle jakiego budulca.Ma to być najtwardsza skała,której nie skruszy żadna burza,żaden piorun.Ma to być granit z Tatr.Nim kur zapieje obwieszczając światu świt , kościół ma być gotowy,jeśli nie będzie ukończony,budowla pozostaje , a moja dusza nadal będzie moją własnością. Zgoda - powiedział diabeł.Poczekał do wieczora , aż się ściemni,bo dzienne światło bardzo mu przeszkadzało.Całą noc znosił z odległych Tatr ciężkie głazy i budował.Natrudził sie przeogromnie,stawiał kamienie jeden na drugim,dopasowywał,mierzył,znowu kładł kamienie bez używania zaprawy,podpierał kołkami,aby zdążyć przed świtem.Gdy leciał właśnie z kolejnym kamieniem nad jeziorem Gardno,w świetle jutrzenki zwiastującej bliski wschód słońca ,ujrzał swoje dzieło.Wysoki ,choć ciut nieregularny kształt budynku. I gdy tak patrzył na swoje dzieło , mocno ściskając głaz,ręce słabły mu coraz bardziej,aż nagle ciężki kamień wyślizgnął się wpadając do jeziora.Huk i wstrząs powstał i fala ogromna.Zatrzęsła się ziemia,a z nią budowany przybytek,który zachwiał się,zachybotał,powypadały powkładane kołki i rozsypał się budynek na kawałki.Wtedy właśnie zapiał kogut.Rozzłoszczony diabeł zaklął szpetnie,nie udała mu się sztuczka. Odleciał w dalekie strony i omijał odtąd Smołdzino.Tymczasem brat Albert ze zgromadzonego materiału zbudował na nowo, ale już z użyciem zaprawy solidny kościół , który stoi w Smołdzinie po dzień dzisiejszy.Na Gardnie zaś podziwiać można Kamienną Wyspę , gdzie to upadł ostatni niesiony przez diabła kamień,który rozpadł się na kawałki. Na jednym z leżących tam kamieni do dziś widać odcisk jego kopyta...

  Autor - Anastazjusz                                                      Napisz do autora

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
Top! Top!